SYLWIA

w kampanii wystąpiła z mężem, Przemysławem

 

Jechaliśmy z mężem samochodem i zauważyłam reklamę badań profilaktycznych w kierunku raka piersi. Powiedziałam wtedy, że ja to na pewno nigdy nie będę miała raka. Mąż zapytał: a skąd wiesz? I zapisał mnie na mammografię z okazji dnia kobiet.

Kilka dni po badaniu zadzwonili z ZCO i wystawili kartę DILO: rak złośliwy. Zawsze wydawało mi się, że to mnie nie trafi, że ja na raka nie zachoruję. Ktoś obok, bliżej czy dalej – tak. Ale nie ja. Gdyby nie ta reklama i  mój mąż, który powiedział, że mam się przebadać i koniec, bo on chce mieć zdrową żonę – nie trafiłabym na mammografię. Zawsze odkładałam badania kontrolne i lekarzy na później. Teraz wiem, że to był błąd, już tego nie robię. Pilnuję się, pilnujemy się oboje.

Leczenie onkologiczne minęło mi szybko i wydaje mi się, że nie było aż tak strasznie jak mówią. Medycyna idzie naprzód, teraz te terapie są o wiele łagodniejsze, na przykład ani razu nie zwymiotowałam. Trzeba się liczyć z tym, że zakazane są wszelkie używki, trzeba zadbać o zdrowe jedzenie, chodzić na spacery, zmuszać się, nawet jak się nie chce. Jak w trakcie chemii wsiadłam na rower, to sąsiadka mówiła, no, wywali się pani. A ja pojechałam, dałam radę. I lekarz kazał mi o tym opowiedzieć innym pacjentkom na korytarzu. Nie wolno przykuwać się do łóżka, trzeba się ruszać. Ćwiczyłam też jogę nawet w trakcie terapii, jak się dobrze czułam, to nawet biegałam. 

 

Oczywiście, nie było cały czas pięknie, na przykład włosy mi wypadły, ale było znośnie. Może dlatego, że cały czas był ze mną mąż. Trzymał mnie za rękę na każdej chemii, jeździł ze mną na każdą radioterapię, jak leżałam po operacji w szpitalu, to codziennie przyjeżdżał, a mieszkamy w Gryficach, więc kawał drogi do zrobienia. Później przyjeżdżał też ze mną na każdą wizytę kontrolną. Dorobiliśmy się nawet wśród personelu ksywki, od nazwiska: Orzeszki. Kilka osób mi powiedziało, że dzięki niemu żyję. To jego wsparcie, to było coś cudownego. Po zakończonej terapii czuję, jakbym dostała drugie życie. Dosłownie. Czuję się inna, szczęśliwsza. Spotkałam w szpitalu wiele fantastycznych kobiet. I macie u siebie cudowny personel, naprawdę, taki empatyczny, czuły, troskliwy. To wszystko pomaga przejść przez chorobę.

Teraz wszystkim mówię: badajcie się. A jak coś wyjdzie – to od razu się leczcie. Te terapie da się przeżyć, a wcześnie wykryty rak naprawdę jest wyleczalny. Dodałabym też, żeby nie czytać głupot w internecie, nie słuchać koleżanek, sąsiadów, cudownych pseudofachowców, tylko lekarza. Lekarz naprawdę wszystko powie, wyjaśni, dobrze doradzi, uprzedzi jakie są skutki uboczne – i to niech wystarczy. Ja już nic nie szukałam, nie czytałam, wystarczyło mi to, co powiedział lekarz, co było konieczne. Wszystkie te wyczytane nie wiadomo gdzie informacje tylko sieją zamęt w głowie, budzą wątpliwości, a tu trzeba iść jasno wytyczoną przez lekarza drogą. I jeszcze wszystkim kobietom na początku tej drogi powiedziałabym, żeby się nie poddawały, nie załamywały. My, kobiety, jesteśmy bardzo silne, jak tylko chcemy.

 

Rak piersi wykryty na wczesnym etapie jest możliwy do wyleczenia.

Autorka zdjęć do kampanii: KAROLINA TARNAWSKA

© 2025 Created by 1OQ Studio